Warren długo się stawiał, ale zagroziłam, że sama się zabiję, jeśli nie pozwoli na wypróbowanie sposobu Seremii.
Wszystko szło dobrze. Podczas pełni poszliśmy na polanę księżycową, położyłam się na miękkiej trawie i czekałam. Seremia mówiła jakieś niezrozumiałe słowa i zamknęła oczy. Warren cały czas klęczał przy mnie i trzymał za rękę. Nagle Seremia przestała mówić i położyła ręce na mojej głowie. W jednej chwili ogarnęła mnie ciemność...
Kiedy się obudziłam, nie wiedziałam gdzie jestem... W końcu zorientowałam się, że leżę na własnym łóżku w mojej i Warrena jaskini. Nagle przypomniałam sobie czemu w ogóle spałam. Szybko usiadłam na łóżku i jęknęłam. Opanował mnie taki okropny skurcz, że od razu się położyłam. Nagle nade mną pojawił się Warren.
- Estrelo, wreszcie się obudziłaś! Byłaś w śpiączce cztery dni.
- Co ty mi tu o śpiączkach gadasz! - ofuknęłam go - Gdzie nasze dzieci?!
- O, tutaj - powiedział Warren i odsunął się. Moim oczom ukazały się... dwie kołyski!
- Co... dwie?! Czy to znaczy - łzy napłynęły mi do oczu - że trzecie dziecko... NIE ŻYJE???!!!
- Co?! Nie, spokojnie, nie unoś się! Trzecie dziecko żyje, jego kołyskę właśnie skończyłem robić, a Seremia zabrała dziewczynkę na małą kontrolę, na wszelki wypadek.
- Czy to znaczy... że urodziłam... córeczkę?
- Nie... urodziłaś trzy przepiękne i zdrowe dziewczynki!
- Chcę je zobaczyć!!! - w tym momencie przy wejściu do jaskini stanęła Seremia. Trzymała w objęciach małe zawiniątko.
- Proszę, o to trzecia zguba - uśmiechnęła i podała mi maleństwo. Miałe złote, prawię żółte włoski i jasną cerę... Była prześliczna!
- Zostawię was samych, potem będzie czas na rozmowy - powiedziała na pożegnanie Seremia i wyszła. Pierwsza córeczka miała czarne włoski i czarne oczy, a trzecia delikatne blond włoski i błękitne oczy.
- Warren, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie... Mam ciebie, najważniejszą osobę w moim życiu i trzy śliczne córeczki! - Po tych słowach mocno zasnęłam, tuląc w objęciach, trzy małe dziewczynki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz