Kiedy się obudziłam, zobaczyłam prymitywne więzienie. Byłam przykuta do ściany, a z ust leciała mi krew. Nie musiałam czekać długo na towarzystwo bo usłyszałam pełznięcie. Do pomieszczenia weszła jedna z tych bestii.
- Wyspałaś się? - zapytał z szyderczym uśmiechem.
- Na tym czymś? - odgryzłam się.
- Nie próbuj, sztuczek pozbawiliśmy Cię twojego wilczego "JA".
- CO? - nie mogłam w to uwierzyć.
- Za chwilę ktoś Cię odwiedzi...
Kiedy tylko wyszedł, spróbowałam zamienić się w wilka, jednak kiedy tylko zaczęłam, poczułam ból w podbrzuszu. Łzy napłynęły mi do oczu... Tylko nie to!
Kiedy drzwi otworzyły się po raz drugi weszła kobieta, niosła w ręku rozżarzone węgle i pręt. Wiedziałam, co się kroi.
- To jak, powiedz nam coś o tych waszych zmokłych kundlach?
- Prędzej zdechnę! - wyśmiałam ją.
Kobieta wzruszyła ramionami i przytknęłam pręt do moich nagich pleców. Zawyłam z bólu.
- A teraz?
- Poczekasz sobie, ja nic nie powiem - sapnęłam.
Trwało to w nieskończoność. Mdlałam i na nowo odzyskiwałam świadomość. Byłam słaba. Majaczyłam, ale nie mówiłam nic co mogło by zaszkodzić moim bliskim. Kiedy kobieta wyszła zrezygnowana uśmiechnęłam się. Udało się. Jednak jestem silna. Lecz drzwi znowu się otworzyły. Tym razem był to Michael, z dwoma innymi wilkami.
- Mia! - krzyknął.
Ale ja tylko się uśmiechnęłam i kiedy odpiął mnie z łańcuchów opadłam mu na ramiona. Spałam aż do wydostania się z twierdzy, kiedy nagle te potwory zaczęły nas atakować. Dwóch towarzyszy Michaela broniło się zaciekle, ale na nas polowali inaczej. Strzelali do nas z łuków. Michael dzielnie niósł mnie przez zarośla, jednak oni byli coraz bliżej.
- Michael...
- Mio, wytrzymaj, proszę! - powiedział prawie przez łzy. Ostatkami sił szarpnęłam go i przyjęłam na siebie strzałę, która miała go zabić.
- Strzała... - szepnęłam i popadłam w wieczną ciemność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz