Wreszcie Luke był bezpieczny. Ale, jakby wszystko się na nas uwzięło, kolejne kłopoty miała Mia. I to największe. Poszłyśmy razem na małą polanę, która, według mnie, była najbezpieczniejsza. Ale już w pobliżu polany wyczywałam jakąś zmianę. Mia potrzebowała odpoczynku. Musiała wyrwać się ze smutku. Usiadłysmy na trawie. Rozmawiałyśmy raczej o tematach bezsensownych. Zaczęło się ściemniać. Przecież jest dopiero po drugiej, pomyślałam. Czarne chmury przesłoniły niebo. Wstałam, za mną Mia. Lecz nagle ziemia zatrzęsła się, upadłyśmy. Głośny wybuch rozdarł ciszę. Wężoludzie!
- Mia! Uciekaj! - wykrzyknęłam. Za późno. Zaatakowali nas. Jeden złapał Mię. Próbowali złapać również mnie, ale się nie udało. Wyrwałam się. Nie uchyliłam jednak przed ugryzieniem. Ciepły ból mnie osłabił na kilka sekund, lecz nawet te kilka sekund starczyło, by wężoludzie uprowadziły swoją ofiarę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz