Wstałam. Już wiedziałam, co się stało. Wiedziałem jeszcze przed tym, jak mój syn wniósł ją do naszego obozu. Podeszłam do niego. Wyczuwałam jego rozpacz.
- Strzała zabiła ją szybko i bezboleśnie. Lepsze to, niż jakby teraz jeszcze żyła. - powiedziałam, by go pocieszyć. Spojrzał na mnie jak na szaloną.
- Jak lepiej że nie żyje?! By była teraz ze mną! Czemu to zrobiła? - zaszlochał.
- Spójrz. - pokazałam mu jej rękę. Dokładnie było widać ugryzienie. - W jej krwi była ta sam trucizna, która wkrótce zabije i mnie.
- Co?! Nie! Nie mogę stracić was obydwóch!
- To nieuninione. Ale postaram się, by te węże nie zapomniał, co znaczy zadzeć z watahą srebrnej krwi!
- Co chcesz zrobić? - spytał z przestrachem.
- Coś samobójczego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz