Postanowiłem, że Luke będzie wychowywany w tym samym stopniu przez nas, co przez matkę. Juz teraz było to trudne zadanie. Mały był spokojny, do czasu, gdy coś mu się nie spodobało. Nie krzyczał, po prostu patrzył takim wzrokiem, jakby chciał nas wszystkich zabić. On i jego siostra rośli niezwykle szybko. W wieku dwóch tygodni potrafili wymawiać pojedyńcze słowa, dwóch miesięcy pokonywali kilku metrowe odcinki na własnych nogach. W pół roku byli jak czteroletnie dzieci. Radziliśmy sobie dobrze jeszcze przez rok. W wieku półtora roku można było o nich powiedzieć szesnastolatki. I wtedy zaczęły się kłopoty. Luke unikał towarzystwa, chronił się w lesie. Jedynie moja matka potrafiła sprowadzić go do domu. Wtedy rozmawiali cicho w jej ojczystym języku, języku demonów. Luke ,,lubiał" spędzć czas tylko z Elizabeth i moimi rodzicami. Czasami uciekał, i jeden przypadek zmienił życie wszystkich...
Jak zwykle siedział na drzewie i rozmyślał. Siedziałem w krzakach, pilnując jego bezpieczeństwa. Nagle, na horyzoncie pojawiły się wilki z innej watahy. Luke zeskoczył z drzewa.
- Czego tu chcecie? - zawołał.
- Zemsty i naszej ziemi!
- Ta ziemia należy do nas! - krzyknął Luke. Ja w myślach wysłałem ostrzeżenie do matki. Cała wataha stawiła się w ciągu minuty. Szykowała się walka.
- Nie macie czego tu szukać. - zawołała Seremia.
- Owszem, ziemi, którą nam zabrałaś.
- Nigdy nie była wasza!
- Ale będzie. Jest nas więcej.
- Tak, jasne. Już się boję. - Seremia jak zwykle pozostawał buńczuczna. Jedyne, co mnie martwiło, to Luke. Wściekał się. Przeczuwałem niebezpieczeństwo. I słusznie. Luke w jednej chwili przemienił się w wilka, i zaatakował. Rozszarpywał wrogów. Niedobitki uciekły. Nagle odwrócił się w naszą stronę, wciąż tocząc pianę z pyska. Skoczył na nas, lecz moja matka zbiła go z nóg. Atakowali się nawzajem, lecz młody, niedoświadczony wilk nie mógł się równać z alfą. Złapała go za kark takim chwytem, że popadł w omdlenie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz