Byłem roztargniony. Wciąż nie wiedzieliśmy, co się stało z Luke'iem. Elizabeth traciła zmysły ze strachu... A jeżeli ona bała się o niego, to i my powinniśmy. Wreszcie nie wytrzymałem. Poszłem do Seremii.
- Matko... Myślę, że pójdę i przeszukam okolice urwiska... Może tam poszedł. - Seremia znieruchomiała. Widziałem, że coś jej w głowie zaświtało.
- Mich, jesteś genialny! - zawołała, nazywając mnie zdrobnieniem i zaczęła zwoływać naszą rodzinę. Byliśmy już wszyscy; Seremia, Markus, ja, Mia i Elizabeth.
- Słuchajcie! Chyba wiem, gdzie jest Luke. Nie szukaliśmy nad urwiskiem i...
- Bo tam są Nuckelaveeny! - wpadł jej w słowo ojciec.
- Zamknij się! Znam sposoby, by je odgonić. Zbierajcie się. Wyruszamy za chwilę. Weźcie ze sobą liny i nosze na wszelki wypadek. I to nie jest prośba, to rozkaz od waszej Alfy. - zakończyła. Zaczęliśmy zbierać wszystko, co potrzebne. Seremia przyprowadziła Lilith, sami nie dalibyśmy rady wszystkiego wziąć. Zapakowałem dla przezorności również apteczkę na grzbiet sleipnira i pojechaliśmy. Seremia zmieniła się w swoją demonią postać, a gdy weszliśmy do lasu, Nuckelaveeny zaraz się na nas rzuciły. Wystarczyło jedno spojrzenie demona i wycofywały się jak niepyszne. Dotarliśmy do urwiska. Nagle Mia krzyknęła:
- Strzęp ubrania Luke'a! - schyliłem się i podniosłem kawałek materiały. Rzeczywiście, pochodził z koszuli naszego syna. Spojrzałem za krawędź urwiska. Nie, nikt nie mógł przeżyć upadku z takiej wysokości! Nie było widać nawet dna.
- Schodzę. Rozwinąć liny. Telepatycznie powiadomie was, kiedy je spuścić. - powiedziała Seremia i zeskoczyła w ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz