środa, 19 czerwca 2013

Od Mii

Po ostatnim incydencie z moim synem byłam załamana. Dalej czuje się okropnie. Nie powinnam pozwolić, żeby to się tak skończyło. Luke najwięcej czasu spędzał z Elizabeth i to mnie strasznie martwi. Boje się, że może stać się jej krzywda.
- Michaelu, czy nie powinniśmy martwić się o naszą Elizabeth?
- Czemu tak uważasz? - mruknął, siedząc na swoim ulubionym fotelu.
- Widzisz, Luke jest silny, zawsze sobie poradzi, jednak co, jeśli straci przy niej panowanie? Przy nas jest bezpieczna, ale co jak są sam na sam?
- Są do siebie bardzo przywiązani, Mio. Nie możemy im tego zabronić, są rodzeństwem, chociaż to faktycznie niepokojące...
- Już późno, a oni jeszcze nie wrócili ze swojego bagna... Martwię się, kochany, nie chce stracić naszych dzieci.
- Mia, moja kochana Mia - Michael podszedł do mnie i objął w pasie.
- Ostatnio tylko się zamartwiasz. Myślę, że powinniśmy na razie dać im spokój, Elizabeth jest przy nim bezpieczna. Tyle razy hamowała jego złość.
- Masz rację. Dziś nie powinniśmy się tym przejmować. Tym bardziej, że dziś mija rok od kiedy się zaręczyliśmy. - mruknęłam.
Michael zaśmiała się i pociągnął mnie za rękę w stronę naszego pokoju. Rozluźniłam się i postanowiłam dzisiejszy wieczór poświęcić tylko jemu. Już tak dawno nie spędzaliśmy czasu wspólnie, w ten sposób. Rozpływając się pod jego dotykiem, delikatnymi pocałunkami, odpowiadałam na jego pieszczoty. Później wszystko wirowało, tylko jego oczy... Ach, te jego oczy... Ciągle miałam je przed sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz