Obudziła mnie obecność innej osoby. Otworzyłem oczy, lecz ciągle nic nie widziałem. Nie czułem nóg. Wogóle nie czułem nic oprócz rąk. Przesunąłem dłoń i natrafiłem na coś miękkiego. Zobaczyłem zarys postaci. Pochyliła się nade mną. Było mi gorąco i zimno jednocześnie. Usłyszałem cichy głos.
- Nie ruszaj się. To ci pomoże. - poczyłem ukłucie na przedramieniu i znów zapadłem w sen. Śniłem. Znów spadałem, ból mnie rozrywał. Nuckelaveeny patrzyły na mnie swoim okiem umieszczonym na czubku końskiego łba. I widziałem Elizabeth, płakała nad moim grobem. Obudziłem się, krzyknąłem i chciałem wstać, ale delikatne acz zdecydowane ręce przytrzymały mnie.
- Spokojnie. Już wszystko dobrze. To był tylko sen. - znów ten kobiecy głos. Wciąż starałem się coś zobaczyć jego posiadaczkę, ale mi sie nie udało. Wciąż było mi gorąco. Chciało mi się pić.
- Wody... - spróbowałem wyszeptać. Zrozumiała i przyłożyła mi kubek do warg. Piłem łapczywie. Westchnąłem. Głowa mi pękała, ciała nie czułem. Otworzyłem oczy. Tym razem zobaczyłem zarys postaci, która zlewała się z cieniem.
- Kim jesteś? - wyszeptałem. Moja wybawczyni znieruchomiała.
- Na razie nie musisz tego wiedzieć. Ważne byś wyzdrowiał, a nie zamęczał się pytaniami. - powiedziała smutnym głosem. Moje oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności. Byłem w jaskini z wysolim sklepieniem. Dookoła były tylko skały. Gdzieś z boku widziałem słabe światełko, wskazujące na ujście z rozpadliny. Zacząłem śledzić wzrokiem mojego anioła. Rozpoznawałem ciemne włosy, podarte ubranie, lekki chód. I przygarbione smutkiem ramiona. Leżałem na wąskiej pryczy, dostawionej do ściany. Największym wysiłkiem uniosłem się i oparłem o ścianę. Teraz widziałem ją lepiej. Zaraz do mnie dopadła.
- Połóż się. - rozkazała.
- Najpierw powiedz, jak się nazywasz. - odpowiedziałem.
- A więc dobrze. Jestem Taiana. Teraz leż.
- Nie chcesz wiedzieć, jak ja się nazywam?
- Jak?
- Jestem Luke. - położyłem się z powrotem. Czułem, że wracały mi siły, lecz nie czułem nóg. Musiało sie coś stać podczas upadku. Jednak wolałem nie zamęczać się pytaniami. Ważne, że żyję. Liczy się tylko to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz