Niewiele przypominam sobie z nocy spędzonej z Warrenem. Pamiętam, że nasze ciała były jednością, że nic nie mogło nas rozdzielić. Pamiętam księżyc świecący nad nami, odbijający się w nieruchomej tafli jeziora obserwował cały las pogrążony w ciemnościach...
Do samego rana spaliśmy objęci. Obudziły nas pierwsze promienie słońca które delikatnie muskały nas po twarzach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz