niedziela, 26 maja 2013

Od Mii do Seremii i Michaela

- Seremio?
- Tak?
- Obawiam się.
- To normalne. Ciąża na początku jest przerażająca, potem już tylko chcesz zobaczyć maluszka.
- Nie, nie obawiam się tego...
- Co masz na myśli?
- Widzisz, mówisz, że jestem w drugim miesiącu. - szybko zaczęłam. - Ale moje objawy pasują do 5... Czy coś ze mną nie tak?
- Hmmm, myślę, że... Nie, to nie może być to...
Poirytowana chciałam wiedzieć, co Seremia ma na myśli.
- Mio... Widzisz, zazwyczaj jest tak, że u nas, u wilkołaków, ciąża przebiega normalnie, ponieważ jesteśmy pół ludźmi... Ale zawsze są wyjątki od reguły...
- Co masz na myśli? - zaniepokoiłam się, że coś może zagrażać naszemu maleństwu.
- Nie musisz się obawiać, dziecku nic nie zagraża. Jednak rozwija się ono dużo szybciej. Co oznacza, że będzie dużo silniejszy, i dużo bardziej potężny. Ta moc jest darem, jak i również przekleństwem. Będzie na was ciążyć duża odpowiedzialność, aby dobrze wychować tego malucha. Myślę też, że mogę już stwierdzić płeć dziecka.


Zdziwiona tym co powiedziała mi Seremia, poczułam przypływ dumy i odpowiedzialności. Oznaczało to, że za dwa miesiące możemy spodziewać się dziecka.
- Mio! Gratuluję! Kochana, jakże się cieszę! Będziemy mieli dzielnego chłopca!
Nie mogłam się opanować z radości, szeroko się uśmiechnęłam, łzy radości zalały moje policzki.
- Pamiętaj jednak, moja droga, nie możesz się przemęczać ani stresować. Mój syn będzie miał dziecko! Cudownie! - zaśmiała się Seremia, i postanowiła powiedzieć reszcie watahy o tym cudzie. Jednak to właśnie ja postanowiłam powiedziec o wszystkim ukochanemu.
- Michael? - zawołałam zachrypniętym od łez głosem. Zjawił się natychmiast.
- I co? Mów szybko, najdroższa.
- Michael, będziemy mieli syna. Seremia dokładnie mnie zbadała... Widzisz, okazało się, że nasz syn to przypadek na wiele, wiele tysięcy.
- Jak to? Nie rozumiem.
- Rozwija się dużo szybciej niż inne szczeniaki, będzie też dużo silniejszy. Za dwa miesiące możemy spodziewać się małego Michaela. - zaśmiałam się.
- Och, kocham cię! krzyknął Michael po czym chciał mnie uściskać, ale zrezygnował z tego, ze względu na zaokrąglający się brzuszek.
- Nie dopuszczę, aby coś się stało Tobie albo naszemu synowi. A teraz idź odpocznij. Pewnie zmęczyła Cię droga przez tereny watahy.
- Michaelu, nic mi nie jest. Seremia powiedziała, że dziś wieczorem wydaje ucztę, w związku z nowym maleństwem w rodzinie. Musisz się pokazać, tatusiu. Nasz nowy dom może trochę poczekać.
- Masz rację. Chodźmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz