wtorek, 21 maja 2013

Od Mii do Michaela

Miałam głupie sny. O tym jak Michael zdejmował mi ubranie, a ja zdecydowanie mu zaprzeczałam. Kiedy wybudziłam się z sennej mgły, ujrzałam wnętrze jaskini.
- Gdzie ja... Auć! - jęknęłam.
- Mia! Tak bardzo się cieszę, że nic Ci nie jest. - Ujrzałam uradowanego Michaela. Spojrzałam w dół. Potem znów w górę i w dół. Zauważyłam, ze nie mam na sobie swojego ubrania. Zawstydzona zaczęłam sobie przypominać co się stało.
- Jak się czujesz najdroższa? - usłyszała troskę w jego głosie.
- Czy ty...tyyy... Ty mnie rozebrałeś?
- Musiałem, twoje ubranie było całe we krwi. - Zaczął tłumaczyć, a potem uśmiechnął się zuchwale. - No, ale nawet mimo krwawej rany, jesteś sexy.
Chciałam się zaśmiać, ale kiedy tylko moja klatka piersiowa się podniosła jęknęłam z bólu.
- Ostrożnie, uważaj. To świeża rana. Mimo blizny w środku nadal się goi.
- Jak długo spałam?
- Trzy dni.
- I Ty ciągle tu tkwisz?
- Owszem, nie mógłbym inaczej.
Poczułam kolejny przypływ rumieńców.
- Dziękuję Michaelu, uratowałeś mi życie.
- To był mój obowiązek, z resztą też byś tak zrobiła. Czy mówiłem Ci jak pięknie wyglądasz w męskiej koszuli?
Uśmiechnęłam się.
- A czy ja mówiłam Tobie, ze jesteś głuptasem? Ehhh z resztą jest z tego niezła blizna...
- Kocham Cię, Mio. I Choćbyś wyglądała jak sto spoconych wilków, i tak też pachniała, to ja nadal chcę mieć Cię u swego boku. No chyba, że na starość cała sierść Ci wypadnie, to bym się zastanowił. - Zaśmiał się głośno i puścił mi oczko. Podniósł się z siedzenia, położył koło mnie i objął ramieniem. Zamknęłam oczy. Czułam się z nim bezpiecznie. Dreszcze zalewały moje ciało gdy wodził palcem po mojej twarzy, potem talii. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Delikatnie obsypywał moje ciało pocałunkami.. Uniósł moją brodę, zrobił to tak delikatnie, ze nawet nie wiedziałam kiedy. Całowaliśmy się namiętnie, nawet nie wiedziałam kiedy nasze ciała stały się nagie. W uścisku namiętności nie mogliśmy się od siebie oderwać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz