Zdesperowana nie wiedziałam co mam robić! Mój ukochany traci wzrok. Szybko pocałowałam go w czoło, i wybiegłam. Zebrałam liście mięty i parę fiołków. Szybko jeszcze musiałam biec do mojej nory po torbę. Przyleciałam natychmiast, niczym burza. Byłam zadowolona z siebie, że straszna pani z cyrku nauczyła mnie kilku sztuczek. Rozgniotła kwiatki, dodała miętę, i wlała oleisty płyn o słodkim zapachu. Do tego gryząc się w palec, dodała kilka kropel krwi. Zaczęła śpiewać i mieszać wszystko razem.
- Mia, ogólnie to nie narzekam, ale czy ty śpiewasz kiedy ja tracę wzrok?
- Ćśśśś.
- Dobrze, już dobrze będę cicho. - Stęknął obrażony i próbował wygodniej się ułożyć.
Kiedy wreszcie skończyłam wytararłam ręce.
- Podnieś się. - nakazałam.
Michael powąchał zawartość miseczki i parsknął:
- Kochana, jak masz tak gotować to może zamienimy się na role, jeśli chodzi o gary?
- Może najpierw posmakuj? - zaproponowałam.
Lękliwie spróbował, potem jadł coraz pewniej, później wcinał tak szybko, że nie widziałam, kiedy wszystko zniknęło z miseczki.
- Spokojnie, bo się udławisz!
- Co to było? Czegoś tak dobrego jeszcze w życiu nie jadłem. Z czego to zrobiłaś?
- Powiem Ci jak wyzdrowiejesz. Zamrugaj i powiedz czy się rozjaśnia.
- Tak, zaczynam widzieć, ale przez mgłę. - stęknął i zamknął oczy.
- Po kilku dniach powinno wszystko wrócić do normy. - Uśmiechnęłam się i pogładziłam go po włosach.
- A dostanę dokładkę? - Uśmiechnął się niczym dziecko proszące o lizaka.
- Rumaku, nie zapędzaj się. Ale obiecuje, że za chwilę coś przyrządze. - zachichotała cicho i ruszyła w stronę kuchni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz