Jeszcze kilka dni się polepszało, lecz później było tylko gorzej. Wreszcie ślepota wróciła.
- Musimy iść do mojej matki. Bedzie wiedziała, co zrobić.
- Tak, oczywiście. Poprowadzę cię. - poszliśmy do Seremii. Jak zwykle znała na wszystko odpowiedź.
- Myślałam, że już nigdy się nie zacznie.
- Jak nigdy nie zacznie?
- Jesteś w połowie wilkiem demonem. Dla demona pierwsze użycie pełnej mocy jest bardzo męczące. Dam rady to usunąć, ale ostrzegam, to bardzo bolesne.
- Spoko. Wytrzymam. - uśmiechnąłem sie blado.
- Oj, nie wytrzymasz. Wiesz dobrze, że ja wytrzymuje więcej, niż ty, a jednak wtedy nie wytrzymałam.
- To wogóle możliwe?
- Oczywiście, że tak. Nie jestem z kamienia. - zmarszczyła groźnie brwi.
- No to co zrobić?
- Będziemy musieli cię przywiązać.
- Nie!
- Właśnie, że tak. Inaczej nic nie mogę zrobić.
- Ok, dobra.
- To chodź. - wzięły mnie za ręce i zaprowadziły do pokoju matki. Nie widziałem nic, ale pamiętałem, że było tam pięknie. Posadziły mnie na fotelu. Poczułem sznury opasujące mnie mocno. Nie mogłem się ruszyć.
- Mia, trzymaj jego głowę. - rozmawiały, jakby mnie tam nie było. Poczułem ręce Mii na swoich włosach, a po chwili słone krople na twarzy. I poczułem swąd spalenizny. Nagle ostry ból w oku sprawił, ze moje ciało napieło się. Seremia rozcinała mi oko. Pomyślałem, że nie jest aż tak źle, lecz w jej myślach przeczytałem, że to najłagodniejsza procedura. Chwilę po tej myśli poczułem gorąco, i pieczenie oka. Nie powstrzymałem się, krzyknąłem. I ogarnęła mnie ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz