Byłam bardzo zdezorientowana. Gładziłam go po głowie, szeptałam miłe słowa do ucha, byle tylko nie musiał tak bardzo cierpieć. Kiedy zemdlał, poczułam ulgę. Wyłączył się. Nie czuł już bólu chociaż przez chwilę... Seremia bardzo długo pracowała przy nim aż w końcu wyciągnęła z jego oczu czarne płatki róż. Kazała mi, abym pomogła przy jego opatrywaniu. Delikatnie trzymałam jego głowę, pilnie obserwowałam jak to się robi, aby na przyszłość wiedzieć jak to wszystko wykonać.
- Dużo was łączy, prawda, Mio?- zagadnęła Seremia i uśmiechnęła się lekko.
- Nie... To znaczy... To znaczy tak. - bałam się z nią rozmawiać.
- Też masz do tego rękę. Jestem zadowolona, że mój syn wybrał właśnie Ciebie. Już myślałam, że zostanie sam. Nie ma tu tak czułych i ciepłych kobiet, która dorównują Tobie. Masz dobre serce. Czuję to.
- Dziękuje, ale to nic takiego, ja tylko odkaziłam ranę. Myślałam, że pomoże wywar z Róży egipskiej, wymieszanej z krwią, miętą i...
- Wiem, znam tą metodę, jest bardzo dobra. I smaczna, jak dla takiego łasucha jak Michael. - zaśmiała się. - Ty masz gdzieś tu rodzinę? Z jakiej pochodzisz Watahy? - przywołałam myśli o dzieciństwie, o tym co się stało. Wiedziałam, że Seremia czyta mi w myślach. Widziałam jak blednie.
- Moje dziecko... Tyle złego Cię spotkało! - zasmuciła się, chwilę potem powróciłyśmy do rozmowy o Michaelu. Dowiedziałam się o kilku śmiesznych szczegółach z jego dzieciństwa. Później Seremia pokazała mi jak go pielęgnować. Będzie musiał leżeć trzy dni. Pomogła mi go zanieść do jego jaskini. Szybko przygotowałam jego łóżko, i ułożyłyśmy go wygodnie na pościeli. Nakryłam go kocem.
- Dziękuję. - powiedziałam, zanim Seremia wyszła.
Odpowiedziała uśmiechem i ruszyła spokojnym krokiem do domu.
Usiadłam przy Michaelu. Gładziłam jego włosy, policzki, trzymałam go za ręce. Wreszcie postanowiłam posprzątać w tej zakurzonej jaskini. Kiedy skończyłam sama wyglądałam jak kosmołuch, więc szybko poszłam się umyć. Zastanawiałam się co zrobić, by sprawić Michaelowi przyjemność. Postanowiłam upiec ciastka. Długo się z tym męczyłam, a Michael obudził się godzinę po tym jak już zdąrzyłam wszystko ogarnąć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz